2016-08-16

Ruskie skoble

Obiecuję sobie, że ostatni raz zrobiłam Agnieszce procę ze spinaczy biurowych. Ileż można.
Może rzeczywiście jest to trochę zabawne gdy celuje przez uchylone drzwi od damskiej toalety w ten gruby zad prezia. Szczególnie wtedy, gdy złapię go na korytarzu i specjalnie zagaduję o absurdalne pierdoły.
No ale dzisiaj.... Dzisiaj zamieniła skoble z papieru na druciane. Mówi, że produkowała je przez pól nocy. Nie wierzę jej. Pewnie kupiła od ruskich.
Do sedna. Jak zahaczyłam tego starego wypierdka na korytarzu, zgodnie z planem cicho uchyliły się drzwi od toalety.
I się zaczęło.
Ja nie wiem jak ona to zrobiła ale skobel trafił dokładnie w nerw (chociaż nigdy bym nie pomyślała, że ten piernik ma nerwy). Jak wrzasnął mi do ucha to przez kilka sekund miałam w uszach pisk jak po granacie błyskowym.
Padł jak świnia i równie pięknie kwiczał. Ale najlepsze było to co działo się z jego nogą. Drgała jak u zarzynanego wieprza. Ogólnie fajnie było.
No ale dlaczego nigdy więcej?
Bo jak tylko odjechało pogotowie zadzwonił inspektor bhp i dochodzeniówka.
Agnieszka przyssała się do klozetu ze śmiechu i ciągle starają się ją odkleszczyć
Siedzę teraz z nosem w podłodze i wybieram wszystkie rozsypane ruskie skoble. I widać tylko ten odwłok.

Brak komentarzy: