
- Nie dam się! Nie zabijecie we mnie tego! W końcu uda mi się uciec...uda się...
Słabiutki głos giną w betonowych ścianach betonowego więzienia.
Poczuła się taka malutka i taka nieważna w tym świecie, który zdawał się pędzić gdzieś obok. Czuła, że jej skrzydełka są zbyt małe żeby pozwolić jej samej zdecydować, w którą stronę polecieć.
Z tęsknotą wpatrywała się w matową i porysowana szybę wyobrażając sobie jak piękny może być świat po drugiej stronie. Ale brakowało jej odwagi by marzyć o własnym szczęściu.
Znienacka pojawił się za nią Bezwzględny Strażnik. Dreszcz na jej odwłoczku wstrząsną skrzydełkami tak mocno, że strażnikowi spadł hełm z wrażenia.
- Jak chcesz to otworzę Ci to okno. Tylko powiedz mi, że chcesz. - powiedział niepewnym głosem. Odwróciła się a on poczuł jak nogi uginają mu się na widok tych oczu.
- Jak chcesz to polecę tam za Tobą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz