Jego gwiazda zgasła nagle. Kilka tragicznych sekund trwała agonia i śmierć największego kuposada w historii uniwersum. Prosty, prymitywny, nieokrzesany ignorant, nieczuły na piękno i ślepy na historyczną wielkość swojego obiadu Sokół w mgnieniu oka wyrwał duszę Architekta-Maga i rozerwał ją na strzępy niepamięci.
Tylko jedno białe pióro padło na źdźbła trawy, a te unosiły je niczym martwego bohatera na ramionach tłumu. Tylko jeden zardzewiały gwóźdź zdawał się zachować należny Panu szacun i cześć. Chwytał ten moment i siorbał jego smak jak Blondyneczka pepsi w kinie, bo chciał zapamiętać każdą nanosekundę tego wydarzenia. Był pewien że nie uroni ani chwili. Żałował tylko, ze nie ma rąk by tą przepiękną romantyczną chwilę utrwalić w marmurowym pomniku ani nie ma ust, by opowiedzieć to następnym pokoleniom gwoździków, szpilek i spinaczy biurowych. Być może te ostatnie przypomną niektórym o fantastycznym życiu, niezapomnianych dziełach i tragicznym końcu Gołębia-kreatora, który nadał nowe znaczenie naszemu wyobrażeniu o idealnym osraniu pomnika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz