2016-08-15

Ciemnocarz

Osamotniony i bez przyjaciół schronił się na najdalszym pustkowiu jakie znalazł. Powoli przestał odczuwać przenikliwe zimno a oczy przyzwyczaiły się do światła. Chłód i cisza.
Od czasu do czasu wiatr próbował podnieść rękę na majestat lodu i smagał jego powierzchnię złośliwie. Lód zaś zwalniał ze służby wierzchnich strażników, którzy podejmowali walkę i przegrywali a wiatr rozrzucał ich martwe kryształki po okolicy. Ten taniec trwa już od tysięcy lat i nic z niego nie wynika. Szczególnie dla Ciemnocarza, który zastanawia się  czy patrzy na potyczki przyjaciół, wrogów czy może kochanków.
Ciemnocarz generalnie ma to w nosie i stara się skupić na rzeczach ważnych. Godzinami ślęczy nad udowodnieniem tezy o możliwym połączeniu dwóch funkcji w tym samym czasie przez samice homo sapiens. Chodziło o jednoczesne przeżuwanie i poruszanie się po terenie płaskim bez groźby upadku.
Prawie tego dokonał lecz przeszkodził mu w tym sopel. Mały gówniany kawalątek lodu. Taki naprawdę tyci tyci. Tylko, że jego miał dokładnie tam, gdzie wojenkę lodu z wiatrem. W nosie. Dosłownie.
Nigdy potem nie udało mu się zbliżyć do udowodnienia tej śmiałej tezy choć od wielu lat próbował. Wracał w to miejsce i  bezskutecznie nawoływał demona mrozorozumu. Ale nigdy już nie zdoła rozświetlić mroku tajemnej niewiedzy...

Brak komentarzy: