- No nic. Jakoś będę musiał się z tym przegryźć.
- Ale wiesz… to była niesamowita przygoda. Tylko taka mroczna. To znaczy leciałam w mroku.
- Pomroczna?
- Pozmroczna. Ta podróż znaczyła dla mnie dużo. Najważniejsza wycieczka życia.
- No, no. I co teraz? Opłacało się?
- Nie wiem. Mało widziałam.
- Słabo coś.
- Mało widziałam po drodze. Teraz... Patrz, już pół mnie jest w świetle…
- Ale siedzisz na…
- Wiem na czym stoję! Nie pouczaj mnie. W końcu to ja przyleciałam.
- Ale nie stoisz tylko siedzisz…

- Nie wiem czy chcę.
- A to jak chcesz. Kontynuuję. Potem będą młode larwunie. Dużo i wszędzie.
- Zazdroszczę.
- No wiem. Każdy zazdrości. Księżyc. Kwiatuchy. I jak tu ciepło.
- Pewnie że ciepło. To nie księżyc tylko żarówka. Żarówka piekarnika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz