2016-08-24

Oblatyświatka

 - Wiesz, leciałam taki kawał. Biliardy machnięć skrzydełkami. Chciałabym Ci opisać wszystkie niesamowite widoki. Ale cholera leciałam w nocy…
 - No nic. Jakoś będę musiał się z tym przegryźć.
 - Ale wiesz… to była niesamowita przygoda. Tylko taka mroczna. To znaczy leciałam w mroku.
 - Pomroczna?
 - Pozmroczna. Ta podróż znaczyła dla mnie dużo. Najważniejsza wycieczka życia.
 - No, no. I co teraz? Opłacało się?
 - Nie wiem. Mało widziałam.
 - Słabo coś.
 - Mało widziałam po drodze. Teraz... Patrz, już pół mnie jest w świetle…
 - Ale siedzisz na…
 - Wiem na czym stoję! Nie pouczaj mnie. W końcu to ja przyleciałam.
 - Ale nie stoisz tylko siedzisz…
 - Cicho! W świetle księżyca. I teraz zlecą się chłopcoloty i będą o mnie walczyć. W świetle księżyca. Czujesz to?
 - Nie wiem czy chcę.
 - A to jak chcesz. Kontynuuję. Potem będą młode larwunie. Dużo i wszędzie.
 - Zazdroszczę.
 - No wiem. Każdy zazdrości. Księżyc. Kwiatuchy. I jak tu ciepło.
 - Pewnie że ciepło. To nie księżyc tylko żarówka. Żarówka piekarnika.


Brak komentarzy: