Na niebie coraz częściej pojawiały się błyskawice zwiastujące Dzień Targu. Znak, który od kilku miesięcy pojawiał się coraz częściej. Początkowo rozjaśniał nieboskłon kilka razy w tygodniu lecz w ostatnich dniach nie było kwadransa bez błysku.
Ci, którzy znają choćby część prawdy na temat tego, co dzieje się za murami Domu Zła na wszelki wypadek ani o tym nie myślą, ani nie spoglądają w stronę ognistych murów. Ci, którzy nie mają na ten temat bladego pojęcia z zaciekawieniem obserwują spore grupy ludzi znikające we wnętrzu budowli. Ludzi, od których pachnie pychą, której smród miesza się z politowaniem i pogardą dla reszty rasy. Wygląda na to, że od innych ludzi nienawidzą bardziej tylko własnej cielesności.
Rozpoczęła się Giełda Dusz, na której wieczność istnień pozacielesnych nie jest warta więcej niż szkielet spalonej czarownicy. Dziś w sprawy przybierają kolor łez i purpury. Jak na targu bydląt ochmistrzowie ciemnych krain kupczą ludzkimi duszami i kuszą. Kuszą i mamią miernoty obietnicami tak absurdalnymi, że istota umiejąca zrobić choćby mierny użytek z mózgu nie zwróciłaby na nich większej uwagi niż na zwiastowanie kolejnego końca świata.
Złote talary dźwięczą na tacach i błyszczą w chciwych oczach Pana Nocy.
Grupy fanatyków stanowią jedynie tło do zasadniczej rozgrywki. Nie pełnią właściwie żadnej znaczącej roli w tym widowisku a dostarczają jedynie nawozu dla własnej pychy i zalewają szambem własne worki grzechów. Czują się jednak jakby to oni stanowili centrum wszechświata.
Na dziedzińcu pojawiają się najwięksi światów nocy. Krwawe karoce, chłodne sanie ciemnej północy, obślizgłe lektyki z kości dowożą osobistości światów śmierci i wiecznego potępienia na miejsce kaźni dusz.
Wszyscy oczekują na znak do rozpoczęcia.
Mistrz ceremonii unosi Czarę.
Handel miesza się z hazardem. Świątynia stała się kasynem, w którym zabawa trwa w najlepsze, a tylko przegrani nie są obecni. Kości rzucają się po stołach, karty ślizgają po suknie, przeznaczenie przechodzi z rąk do rąk. Dusze niewinnych i potępionych mieszają się ze sobą, nikt nie pamięta ile warta jest każda z nich i nikogo to nie obchodzi. Ślepy los nagradza zdrajców, zabójców i złodziei. Ślepy los skazuje sprawiedliwych na wieczne potępienie. Ślepy los więzi dusze we łzach i wypełnia nimi kielich niczym żetonami wpadającymi do niego po każdej rozgrywce.
Wszyscy oczekują na znak do rozpoczęcia.
Mistrz ceremonii unosi Czarę.
Handel miesza się z hazardem. Świątynia stała się kasynem, w którym zabawa trwa w najlepsze, a tylko przegrani nie są obecni. Kości rzucają się po stołach, karty ślizgają po suknie, przeznaczenie przechodzi z rąk do rąk. Dusze niewinnych i potępionych mieszają się ze sobą, nikt nie pamięta ile warta jest każda z nich i nikogo to nie obchodzi. Ślepy los nagradza zdrajców, zabójców i złodziei. Ślepy los skazuje sprawiedliwych na wieczne potępienie. Ślepy los więzi dusze we łzach i wypełnia nimi kielich niczym żetonami wpadającymi do niego po każdej rozgrywce.
Pełna Czara spada z ołtarza roztrzaskując się na milion kawałków, łzy znikają w szczelinach kamiennej posadzki i spływają katakumbami do świata ciemności.
Jak za pstryknięciem palców wszystko znika. Kończy się zabawa a goście rozpływają się we mgle lecz dla dusz uwięzionych w kroplach łez nie ma już ratunku.
Fanatycy pękają z dumy, Są wybrańcami, którzy dostąpili zaszczytu uczestnictwa. Uczestnictwa w ... sami do końca nie wiedzą w czym, ale to nie ważne. Zakochani w sobie wzrok kierują ku własnemu ego i długo kontemplują jego bezkresną pustkę. Uszczęśliwieni gotują się do opuszczenia świątyni w świeżo wypastowanych duchowym uniesieniem trzewikach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz