Patrzyłam przez szklany kielich na świecę w drugim końcu pokoju zafascynowana refleksami światła jak jak jakiś dzieciak. Nie mogłam zasnąć.
To juz szósta noc z rzędu - pomyślałam. Ale jeszcze jest czas. Potem będzie 66 aż w końcu 666. Wtedy zacznę to zgłębiać.... Na wszelki wypadek nie ruszałam się za dużo, bo wszelkie dźwięki zdawały sie powtarzać echem w różnych częściach tego domu. Zupełnie jakby ktoś tu jeszcze mieszkał... Dobra, wolę teraz o tym nie myśleć. Może rano.
Światło księżyca rzucało cień na podłogę. Róże od niego zupełnie wyschły i nawet cień rzucały jakiś taki rachityczny. Wstałam do okna. "Ciekawe czy dzisiaj tez..." Nie zdążyłam skończyć myśli. Środkiem cmentarza znowu szła ta mała dziewczynka. Zupełnie jakby gdzieś konkretnie zmierzała. No ale nie to było najciekawsze. Na łańcuchu, dość niechętnie, szedł za nią wilk. Takie stare włochate bydle, które słuchało grzecznie wszystkiego co ona do niego mówiła. Taka mała a taka duża - pomyślałam. Potem siadali sobie przy jednym grobie i zupełnie jakby z kimś jeszcze rozmawiali. Wilk musiał być samcem alfa (teraz raczej beta) bo cała jego wataha, która ukradkiem za nimi podążała pokitrała się za grobami, myśląc pewnie, ze ich nie widać. Biedne kundle...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz