Ogrodnik szkolił się pod okiem "doświadczonego starego lisa, mistrza nad mistrzami w sztuce władania sekatorem" jak lubił o nim mówić w przypływie dobrego humoru. Dopiero co opuścił stary ogród, a już za nim tęsknił. "Im szybciej zabiorę się do roboty tym szybciej przestanę tęsknić" pomyślał i w te pędy chwycił sekator.
Ciachał, przycinał, kształtował, poprawiał aż wybiło południe i nastał czas na krótką przerwę. I dotarło do niego, że nawet nie obejrzał całego ogrodu. Wstał więc i poszedł zwiedzać.
Idzie i zerka. W lewo, w prawo i powoli się załamuje. Ileż to mozolnej pracy go czeka. "Wszystko jest nie tak. Tyle do poprawy..." Szedł i tak właśnie rozmyślał. Oblazł wszystkie zakamary i wylądował na środku ogrodu, gdzie stało duże drzewo. Najstarsze i największe w całym ogrodzie. Nie było szczególnie potężne ani szczególnie stare ale w tym ogrodzie było akurat największe i najstarsze.
"Oj, nie do końca tak sobie to wyobrażałem. W starym ogrodzie drzewo było jednak duuuużo lepsze. Cóż. Już ja sobie nad tobą popracuję" uśmiechnął się machając w kierunku drzewa sekatorkiem. Drzewo tak naprawdę też się ucieszyło, bo rzeczywiście ogród wymagał uporządkowania i nawet zamachało do Ogrodnika liśćmi.
Ogrodnik był w swoim żywiole. Narzędzia jęczały, zgrzytały, iskrzyły i na koniec każdego dnia płakały ze zmęczenia. Ale Ogrodnik nie odpuszczał. I trzeba przyznać, ze ogród nabierał kształtów. Trochę może pustoszał tu czy tam, ale "jeśli ma to wyglądać jak w starym ogrodzie to innej drogi nie ma" myślał sobie sekatoro-operator.
Drzewo na razie omijał. I Drzewo było trochę z tego zadowolone. Patrzyło na te wszystkie zmiany i nie do końca wiedziało czy dzieje się coś dobrego czy może niezbyt. Ogród się zmieniał i zmieniał aż końcu Drzewo zupełnie nie poznawało miejsca, w którym do tej pory żyło.
Ale co się odwlecze to nie uciecze. Nadszedł poranek, w którym pod pniem zaczęły piętrzyć się kolorowe i dziwnie przedmioty. Drzewo z zaciekawieniem patrzyło cóż to ten Ogrodnik przynosi. W słońcu błysnęła drabina. "Aj. Ta drabina to chyba nie na chryzantemy..." wystraszyło się Drzewo i zacisnęło korzenie.
Zaczęło się. Przycinanie gałęzi. Naciąganie sznurkami, wiązanie, wyginanie, dociąganie... Ogrodnik sapał i dyszał, ale nie odpuszczał. "No nie może być przecież tak, żeby to się rozrastało jak chce i gdzie chce. To jest ogród a w ogrodzie drzewa rosną tak jak ja uważam, że powinny." myślał sobie Ogrodnik. A dobrze wiedział jak drzewa powinny rosnąć bo widział to w starym ogrodzie. "Stary ogród to był ogród nad ogrody!" wspomnał Ogrodnik i sapał wniebogłosy razem z jęczącymi gałęziami.
Po południu zlazł wreszcie z drabiny, odszedł na kilka metrów i... To nie był najładniejszy widok. Ogrodnik nie był zadowolony. Poobrzynane, powiązane i ponaciągane sznurkami gałęzie. Poobrywane liście...
"Cóż. Najwidoczniej tak to musi wyglądać" pomyślał.
- No a teraz twoja kolej! - krzyknął w kierunku Drzewa. Czas rosnąć po mojemu! Dobrze ci radzę, bo cię wytnę!
- No a teraz twoja kolej! - krzyknął w kierunku Drzewa. Czas rosnąć po mojemu! Dobrze ci radzę, bo cię wytnę!
Drzewo nie było ani smutne, ani złe, ani zrozpaczone. Po prostu było zbyt słabe żeby w ogóle o tym myśleć. Nie zauważyło jak minęła wiosna, lato, zupełnie nie pamiętało jesieni i przespało całą zimę.
Następnej wiosny było już lepiej. Rany się zagoiły i Drzewo zaczęło się odradzać. Ogrodnik przechadzał się po ogrodzie i co pewien czas oglądał uważnie Drzewo. Ale ono tego nie widziało, bo tej wiosny dokładnie pod nim wyrosło z nasiona malutkie drzewko. I stare Drzewo było tak szczęśliwe, że przestało zwracać uwagę na Ogrodnika. A i małe drzewko było szczęśliwe, duże drzewo dawało taki miły cień.
Ogrodnik chodził, patrzył i kombinował jak tu zmusić Drzewo by stało się takie jak on ma na myśli. Było to dla niego ważne, bo zbliżało się przyjęcie, na którym będą różni ważni goście i ogród ma być po prostu idealny.
Postanowił jeszcze raz wdrapać się na drabinę i co nieco poprawić. Drzewo ledwie to przetrwało. Znowu sznurki, linki i naciąganie. Trzeszczące gałęzie i kupa liści na trawie. A małe drzewko patrzyło i słuchało jak Ogrodnik żali się sam do siebie jakież to kiepskie Drzewo mu się trafiło i ileż to on musi teraz poświęcić, żeby cokolwiek z tego dało się zrobić. Bał się czy to Drzewo zdąży jakoś obrosnąć do zbliżającego się przyjęcia.
Na krótko przed przyjęciem wszystko było już na swoim miejscu. Stoliki, krzesła, kwiaty przycięte, woda i soki gotowe w szklarni i w ogóle wszystko gotowe do startu.
Niespodziewanie w nocy przed przyjęciem zerwała się potworna wichura. Wiatr wpadł w szał i jak pijany zając szalał po całej okolicy. A mocy miał więcej niż tysiąc tysięcy takich zajęcy. Trzeba było mieć dużo siły żeby nie dać się temu wariatowi wywrócić. A Drzewo tej siły nie miało.
Rankiem Ogrodnik wpadł w szał. Przyjęcie za kilka godzin a to beznadziejne Drzewo wszystko popsuło. A on tak się starał, tyle pracy i wszystko na nic. Połamane gałęzie straszyły w całym ogrodzie. Udało mu się posprzątać, ale niestety nie zdążył wyciąć tego straszydła. "Wszystko zrujnowane... a miało być tak pięknie..." żalił się nad sobą Ogrodnik.
Zaczęło się przyjęcie. Goście zwiedzali ogród, jedli, pili, rozmawiali. Drzewa próbowali nie dostrzegać ani o nim nie rozmawiać. Tylko stary obieżyświat, który nie jeden ogród widział zapytał się Ogrodnika:
- A co się stało z tym Drzewem? Ostatnio jak je widziałem było zupełnie inne. Z daleka i z bliska całkiem nieźle wyglądało.
Ogrodnik aż kipiał ze złości.
- Ładne drzewo to było w starym ogrodzie! To drzewo nawet nie dorastało tamtemu do pięt! Tyle pracy i czasu poświęciłem, żeby to jakoś naprawić. A ono nie okazało żadnej wdzięczności. To nawet dobrze, ze wicher tak je potargał. Jutro je wytnę i już!
Obieżyświat popatrzył na Ogrodnika i powiedział
- Wiesz przyjacielu, każde drzewo na świecie jest inne i jeśli będziesz szukał dwóch takich samych, to ich nie znajdziesz. Popatrz. Dla tego małego drzewka to było najlepsze duże drzewo jakie znało. A teraz go już nie ma i kto go ochroni przed wichurą?
Ogrodnik posłuchał, pokiwał głową i następnego dnia wyciął Drzewo tak, że nie było po nim śladu.
- Teraz postaramy się, żebyś było najpiękniejsze - powiedział do małego drzewka. Wiem, że jak dorośniesz to staniesz się takie, jak Drzewo z mojego starego ogrodu!
Małe drzewko się uśmiechnęło i pomyślało: "A jeśli się takie nie stanę...?"
- A co się stało z tym Drzewem? Ostatnio jak je widziałem było zupełnie inne. Z daleka i z bliska całkiem nieźle wyglądało.
Ogrodnik aż kipiał ze złości.
- Ładne drzewo to było w starym ogrodzie! To drzewo nawet nie dorastało tamtemu do pięt! Tyle pracy i czasu poświęciłem, żeby to jakoś naprawić. A ono nie okazało żadnej wdzięczności. To nawet dobrze, ze wicher tak je potargał. Jutro je wytnę i już!
Obieżyświat popatrzył na Ogrodnika i powiedział
- Wiesz przyjacielu, każde drzewo na świecie jest inne i jeśli będziesz szukał dwóch takich samych, to ich nie znajdziesz. Popatrz. Dla tego małego drzewka to było najlepsze duże drzewo jakie znało. A teraz go już nie ma i kto go ochroni przed wichurą?
Ogrodnik posłuchał, pokiwał głową i następnego dnia wyciął Drzewo tak, że nie było po nim śladu.
- Teraz postaramy się, żebyś było najpiękniejsze - powiedział do małego drzewka. Wiem, że jak dorośniesz to staniesz się takie, jak Drzewo z mojego starego ogrodu!
Małe drzewko się uśmiechnęło i pomyślało: "A jeśli się takie nie stanę...?"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz