2016-08-19

Kraina mroźnych dusz

Kolega Spiderny stoi przed bramą i czeka. Robi to już tak długo, że kompletnie nie pamięta kiedy stanął tu pierwszy raz.
Dzisiaj będzie dziwnie, gdyż dotarły wieści o większym pomorze w sanatorium dla nerwowo chorych. Czeka. Wcześniej czy później przyjdą i zapukają. Nie to co skazańcy. Oni zawsze są szybko. Gilotyna, szafot, kule czy cokolwiek innego i już ciach prach stoją i walą. A nerwowi łażą i zwiedzają jakby było nie wiadomo co. A przecież to tylko tunel ze światełkiem na końcu. Czasem kierownik włączy ogrzewanie, ale robi to wtedy gdy jest większa ekipa na raz. I to nie tylko nerwowych. Wtedy rozłażą się i wloką "gdyż czują się tak błogo a wszystkie problemy odchodzą w dal…" Ileż Spiderny się tego nasłuchał. A potem to zdziwienie. Bo tu nie jest ani błogo ani bezproblemowo. Tym bardziej jeśli Spiderny stwierdzi, że ten czy ów pacjent nie zostaje tutaj tylko musi się jeszcze kawałek przemieścić. Czasem mniej a czasem więcej. A czemu on tak stwierdza? To skomplikowane.  
Czekanie się lekko przedłużało i Spiderny poczuł lekkie ssanie w odwłoku. I już sięgał po dwa roztocza w kokonie, które miał schowane na drugie śniadanie gdy rozległo się stukanie. Rozległo do dość rozległe słowo jak na to pukanie. Lepiej będzie powiedzieć rozniosło po kilku centymetrach kwadratowych. Spiderny nie usłyszał ale jako stawonóg poczuł. Szczęśliwie, bo ta mizerna dusza po drugiej stronie nie wyglądała jakby miała siłę zastukać ponownie.  
 - Czego? - Zapytał z użyciem najgroźniejszej intonacji jakiej wyuczył się od poprzednika. Bawiło go to troszkę.
 - Bo ja… w sumie to nie wiem. Macie tu chrupki? 
 - Ja mam. Mój odwłok jest chrupki jeśli go dobrze przysmażysz.  
 - Aha. A gdzie tu można ognicho? 
 - Co ognicho? 
 - A ty co byś zrobił z ognichem? 
 - Nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym. 
 - Widać.
Spiderny spojrzał na Duszoludnego wzrokiem mówiącym zupełnie nic. I w zamian otrzymał to samo. 
 - Dworujesz sobie z mois? 
 - Gdzieżbym śmiał Panie "włochata noga". Tylko koledzy zaraz dotrą… 
 - To przywitasz ich zwyczajowym "heloł" albo "szczęść Bo…"- nie dokończył. 
 - To chyba Ty.  Ja  witam kolegów chrupkami. 
 - A to se witaj czym chcesz. Tylko, że w tej dziupli to Ja witam kolesiów takich jak ty. Innych też. 
 - A ja mam tylko stać i patrzeć ? To nie przejdzie. Bo robię się wtedy nerwowy.  
 - Wierzę. Ale grzeje mnie to. 
 - Co cię grzeje? Jest tu gdzieś ognicho? 
 - Może jest a może nie. 
Duszoludny robił się poddenerwowany. Ten dziwny pan chyba robił mu na złość. Wiec popatrzył mu pomiędzy szczękoczułki próbując odnaleźć oczy. Nie znalazł. Hmm… Może słabo widzę. Sięgnął do swoich oczu żeby je przetrzeć i trach! Nie mam też swoich! Podejrzane. Nic to. Nienawidzę go i to wystarczy. Zaraz mu powiem! Wejdę w środek jego głowy, chwycę i z całą energią świata zmiażdżę mu myśli. Krzykiem, wzrokiem, telekinezą, mocą jedi! Zniszczę go! Te nędzne włochate kończyny rozsmaruję po kamiennej podłodze i rozpłatam odwłok. Wnętrzności pokolorują świat! Aaaaaaggggghhhhh! 
 - Halo halo! Coś kolega umilkł. Zasmucony czy czkawka nadchodzi? Może refluks? - Spiderny nabijał się z koleżki, bo miał jeszcze chwilę zanim nadejdzie reszta. 
Duszoludny był potężnym megabogiem unicestwu. Ale tylko we własnym wnętrzu. Stety niestety.  
 - Nie lubię Cię. Zobaczysz, przyjdą koledzy to razem już…zobaczysz… oplują cię albo co...

Brak komentarzy: