2016-08-15

Lądowanie na Kepler 438b cz.1

- Prosiłem Cię, żebyś sadzając mojego Ślimaka Milenium na tej planecie zrobił to delikatnie. Teraz popatrz, pobrudziłeś mu podwozie - powiedział Han Guanolo do swojego pilota Czu-kaki.
Mało tego, obaj wyglądamy jak dwa małe gówna na zielonym liściu - ciągle nie zamykał jadaczki Guanolo. I chyba miał rację bo rzeczywiście wylądowali na zielonym bluszczu. Choć w Międzynarodowej Gównęcji Kosmicznej domyślali się, że formy życia na planecie Kepler 438b mogą być trochę większe od tych na ziemi to nikt na boskie guano nie spodziewał się takiej różnicy. Żeby Han Guanolo, który na ziemi nie był wypierdkiem mamuta po wylądowaniu na Keplerze był nie większy od kupy kolibra?!
Zresztą obaj z Czu-kaką nie byli.

Czu-kaka (choć niełatwo w to uwierzyć) dość nieprzypadkowo wybrał miejsce załatwiania, przepraszam, lądowania. Na liściu obok dostrzegł sylwetkę budowli, która na jego rodzinnej planecie nazywana była WC od wczorajszy chleb (a raczej to co z niego zostaje po przetrawieniu).
Han Guanolo uparcie twierdził, że to musi być budynek rządowy, bo na wszelkich wskaźnikach smrodu i brudu skończyła się skala.
- Zakładam się o moje buty, że mam rację - wyciągną rękę do przyjaciela oczekując tego samego od niego.
- Gówno prawda. Czu-kaka odpowiedział charakterystycznym szczekojękiem.
Postanowili ześlizgnąć się jak po muszli w klozecie w kierunku liścia z tą budowlą.
Han Guanolo s-kupił się i nagle przez jego głowę przeleciała straszna myśl. A co jeśli dopadnie nas taki Guanoliwer z planety Kepler? Będzie większy od nas kilka razy? I co jeśli zechce nawieźć nami swój ogródek?
Dzięki tym myślom jego zjazd po liściu stał się nagle bardziej płynny zupełnie jakby jakiś magiczny smar pojawił się pomiędzy jego zadkiem a powierzchnią liścia...

Brak komentarzy: