Krople krwi odrywały się od paznokci dziewczyny i spadały na podłogę wybijając trupi rytm. W oczach gasło życie. Maria, nie chcąc nikogo budzić, starała się stąpać cicho, dokładnie w rytm kropel. W dłoni trzymała żyletkę, którą przed chwilą pocięła przyjaciółkę.
Musiała to zrobić. Nie mogła się zgodzić na to, żeby tak po prostu ją ktoś porzucał. Miała swoje potrzeby a tu w klasztorze niełatwo jest znaleźć kochankę, która tak znakomicie odczytuje wszelkie reakcje jej ciała na czułość, gorący oddech i drżącą dłoń pomiędzy udami...
Dłoń, zapomniała o dłoni. Musi ją odciąć. Tak delikatnych nie miała żadna z sióstr. Szkoda zostawić. Odwróciła się, ale w tej samej chwili ciało Magdaleny osunęło się na podłogę. Włosy, piękne, czarne, kręcone i pachnące lawendą, zaczepiły o lustro, które spadło i rozbiło się pod nogami Marii. Ta zamarła na widok demonów, które uwolnione rozpierzchły się na wszystkie strony niczym karaluchy. Nie bała się ich, zawsze wiedziała, że one tam są.
Nocami, gdy wymykały się z Magdaleną na korytarz, by tonąć w rozkoszy, diabelskie, pożądliwe oczy syciły się widokiem ich spoconych ciał błyszcząc po drugiej stronie lustra.
Maria podniosła fragment, by upewnić się, że dobrze wygląda w tak ważnej chwili, lecz od razu odrzuciła go z krzykiem. W odbiciu ujrzała swoją duszę. Ledwie widoczny cień i puste oczodoły. Zamarła na chwilę. Chciała schylić się po następny, ale poślizgnęła się na świeżej krwi i upadła na ciepłe ciało martwej kochanki. Poczuła się tak dobrze wtulając się w jej piersi, iż nieomal pożałowała, że poderżnęła jej gardło.
Nie miała siły się podnieść. Przesunęła dłoń po swoim udzie i poczuła ciepło. Ciepło i wilgoć. Kawałek lustra rozciął jej tętnicę.
Gdy zasypiała wtulona w Magdalenę, szczurze demony dobierały się do jej duszy. Jej i jej kochanki.
Diabeł zechciał mieć je u siebie. Obydwie. Będą mieć swoje własne przedstawienie. W szerszym gronie. Na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz