2017-10-04

Pasożyty

Zostawiwszy za sobą mściwe spojrzenia ruszyła w świat. Odważnie, zważywszy, że była nic nie wartą starą, śmierdzącą latawicą. Choć z drugiej strony, cokolwiek by ją nie czekało, będzie lepsze od tego, co pozostawiła za sobą. Połamane krzesło i mocno, naprawdę mocno, wytrzepaną pryczę znaną wszystkim samcom w mieście. Resztę zżarły szczury.
Stanęła na rozstaju dróg wyrytych w betonowym świecie i to zaklinowało jej procesy myślowe. Czas zamarł i czeka, tylko skóra na jej głowie zaczęła się grzać. Lata obijania łbem o ścianę dały o sobie znać.
Spojrzała w lewo, w prawo, przed siebie. Za dużo, trzy możliwości. Czas, będący wciąż w zamarciu, przymknął oczy załamany. Tu się długo nic nie wydarzy.
Wtem, znienacka nadjechała gromada rozweselonych hultajów z miasta. Zobaczywszy zdruzgotaną opcjami dziewkę, chwycili ją za łeb, wciągnęli na wóz i uroczyście, na wszelkie możliwe sposoby, sponiewierali. Ależ była uciecha. A najwięcej miała jej latawica, bo w końcu trafił się jej kawał niezłej rozrywki, gdy spokojnie zagryzając trawkę, patrzyła jak pasożyty, którymi obdarzyła chłopców, przebijają się przez ich skórę i pożerają ich żywcem. "Jak w kinie." - pomyślała i zdrzemnęła się styrana.

Brak komentarzy: