2016-09-30

Czarny strumień



Zegar uporczywie tyka nie mogąc dogonić rytmu spadających kropel, które ryją bruzdy przez środek mózgu. Siedzę w obskurnym pomieszczeniu zapadając powoli w sen.
 - Czyż nie chciałeś mnie poznać?
Beznamiętny, nijaki głos brzmi jak tępe uderzenie w pęknięty dzwon. Zimne i lepkie odnóża zaczynają badać moje ciało delikatnymi dotknięciami. Są obleśne a ja lepię się do czegoś mokrego. Zza nocnych chmur wyłania się księżyc ale ciągle nic nie widzę. Macki nie przestają mnie poznawać. Nade mną pojawia się oświetlona z tyłu pajęcza głowa.  Wiem dlaczego próbuje wcisnąć mi włochatą łapę do ust.
Ma białe oczy ślepca.
 - Czarna woda sączy się powoli. Gdy opuści ten jar przestrzeń daje jej nowe życie. Rozumiesz?
Nie mogę odpowiedzieć. Potężny odwłok dociska mi nogi i brzuch. Smród nie do wytrzymania.
 - Wybieraj. Możesz popłynąć za mną albo zostać.
Tam jest to o czym marzysz. Jeśli wrócisz przez źródło klamry na piersi cię zaduszą i zniszczą. Możesz obudzić się tylko raz. Tu albo tam. Wybieraj.
Moje ręce odginają się nienaturalnie w tył i zaczynam brodzić wpatrzony w lunę. Nie mam pojęcia w którą stronę.

Brak komentarzy: