2016-09-15

Pajątmatyka

Wycieńczyłem się do zera. Padłem na kolana. Wszystko mi się miesza. Cyfry, plusy, minusy i inne takie trudne rzeczy ślizgają mi się po sierści i łysieję od tego. Masuję skronie, wylizuję syry i nic się nie dzieje. Nic. Łeb mi pęka. Poleżę i niepodumam. 
Mam niebywale rozwinięty mózg, który potrzebuje żarcia. Może rozciągnę siatę na fruwaka? Eeee, nie mam siły. Żadna nić mi z tyłka teraz nie wylezie. Spróbuję wylizać coś z papieru. Chodźcie do mnie roztoczki. Kupa. Wytarłem wszystkie włochami jak zliczałem.
I po co to wszystko? Po co? Zaczynają się pytania egzystencjalne. Niedobrze. Dupa mi zmalała, nici z nici. Przylgnąłem do papieru i łudzę się, że jeszcze wstanę. Otóż nie wstanę. Jakie to piękne mieć taki mózg, który liczy. Policzyłem tyle super ważnych cyfer, jakem matematyki Lucyfer… ojoj. Źle. Głupie rymowanki. Słabnę. Liczyłem, ważyłem i dużo innych tam  yłem tylko żarcia nie zażyłem. Cóż. To by było na tyle. Chociaż… spróbuję wylizać atrament. Będzie sympatycznie. Znów głupie żarty. Nie pomagają nic a nic. 
Robi się chłodno. Zapomniałem policzyć na siebie. O, cieplej. A nie… to tylko… nie wiem co. Ogień piekielny… no tak, wezwałem Lucka z podziemi i mam. Tak, tak, już się zbieram. Lepiej, żeby nie czekał. Jeszcze się wścieknie.

Brak komentarzy: