Muchem zawładnęła nieopanowana żądza lotu. Leciał bezmyślnie i na oślep. Nic nie widział, słońce zaszło już dość dawno i tylko cudem nie wpadał na mijane drzewa. Wewnętrzny ogień rozpalał się karmiony wiatrem budząc w Muchu śpiące larwy. Mięso. Zbliżało się mięso. Czuł, że jest go dużo i że nie on jeden będzie miał swoja wielka chwilę.
Odwłok wypełniony był płonącym węglem. Ale… coś go zaniepokoiło. Było coś więcej niż mięso. Jęki. Ludzkie jęki i wilki.
Wypadł z lasu na otwarte pole. Mięso ludzkie mieszało się z końskim. Wokół było wszystko: łajno, fetor wymiocin i rozlanych wnętrzności z niestrawionym żarciem. Pod lasem wataha rozszarpywała na kawały coś co było całkiem niedawno człowiekiem. Ciała żołnierzy lśniły w świetle księżyca.
Wypadł z lasu na otwarte pole. Mięso ludzkie mieszało się z końskim. Wokół było wszystko: łajno, fetor wymiocin i rozlanych wnętrzności z niestrawionym żarciem. Pod lasem wataha rozszarpywała na kawały coś co było całkiem niedawno człowiekiem. Ciała żołnierzy lśniły w świetle księżyca.
Much odleciał jak najdalej, chciał dać jak najwięcej szans swoim małym czerwiom. Krążył szukając najlepszego miejsca przysiadając co rusz na truchle by się posilić.
- Nie daj mnie rozszarpać. Nie pozwól, by wilki i ptaki rozniosły moje ciało na cztery strony świata. Proszę…
Much zatrzymał się w czasie. Ktoś do niego mówi i on to rozumie. Był sparaliżowany ze strachu.
- Proszę pomóż mi. Spraw, by został ze mnie tylko szkielet.
Zaczynało do niego docierać, ze te słowa płyną w jego kierunku.
- Co ja mogę? Jestem tylko Muchem. Kiedyś może, ale teraz…
- Przecież się znamy. Nie pamiętasz mnie? Walczyliśmy ramię w ramię. Wieki temu. Każdy z nas inaczej…
- Ale co ja teraz mogę? Jestem muchą.
- Możemy się oswobodzić razem.
- Zrobię o co mnie poprosisz. Ale potem mnie zabijesz.
- Dobrze. Spotkamy się w następnym świecie. A teraz złóż jaja w moich oczodołach i w rozszarpanym boku.
Much zrobił to o co prosił go przyjaciel. Całe wieki temu jako zabójcy… ale co to ma za znaczenie teraz.
- Już - powiedział Much. Usiadł na dłoni człowieka, który zacisnął ją resztkami sił i który żył jeszcze gdy larwy pożerały resztki jego oczu. Szmer czerwi był przeraźliwe wyraźny i czuł dokładnie kiedy dobrały się do mózgu. Migawki, obrazy, dźwięki, kolory, zapachy, wszystko osobno i na raz. Potem nic.
- Nie daj mnie rozszarpać. Nie pozwól, by wilki i ptaki rozniosły moje ciało na cztery strony świata. Proszę…
Much zatrzymał się w czasie. Ktoś do niego mówi i on to rozumie. Był sparaliżowany ze strachu.
- Proszę pomóż mi. Spraw, by został ze mnie tylko szkielet.
Zaczynało do niego docierać, ze te słowa płyną w jego kierunku.
- Co ja mogę? Jestem tylko Muchem. Kiedyś może, ale teraz…
- Przecież się znamy. Nie pamiętasz mnie? Walczyliśmy ramię w ramię. Wieki temu. Każdy z nas inaczej…
- Ale co ja teraz mogę? Jestem muchą.
- Możemy się oswobodzić razem.
- Zrobię o co mnie poprosisz. Ale potem mnie zabijesz.
- Dobrze. Spotkamy się w następnym świecie. A teraz złóż jaja w moich oczodołach i w rozszarpanym boku.
Much zrobił to o co prosił go przyjaciel. Całe wieki temu jako zabójcy… ale co to ma za znaczenie teraz.
- Już - powiedział Much. Usiadł na dłoni człowieka, który zacisnął ją resztkami sił i który żył jeszcze gdy larwy pożerały resztki jego oczu. Szmer czerwi był przeraźliwe wyraźny i czuł dokładnie kiedy dobrały się do mózgu. Migawki, obrazy, dźwięki, kolory, zapachy, wszystko osobno i na raz. Potem nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz