Ledwie słyszalne słowa płynące z gardzieli były niczym listing kodu skażonego wirusem. Kobiety i mężczyźni wypływali jak ścieki z pękniętej rury każdego roku po otwarciu bramy. Próbowali oddychać powietrzem wolności by odżyć ale płuca były zbyt przegniłe. Gdy krótki czas poza murami dobiegał końca zaciągano ich z powrotem jak zapchlone kundle na smyczy do weterynarza. Zgroza, zgroza....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz