2016-09-19

Diabelski deszcz

Ciało spadło na wystającą skałę na dnie parowu. Trzask łamanych żeber był ledwie słyszalny i przy wszystkich innych ranach był niezauważalną drobnostką. Garth miał głowę skierowaną ku niebu. Czuł gorąc chmur czerwonych kotłujących się, jak gdyby lada chwila miały zrzucić deszcz diabelsko płonących meteorów. Nie widział ich, gdyż oczy wyłupał mu kat. Na policzkach czuł ciepłą krew sączącą się z oczodołów.
Zimne skały i gorąc z góry. Jakże przewrotnie brzmi teraz jego imię...
Połamane podczas przesłuchania ręce i nogi zwisały bezwładnie. Leżał zdany na łaskę bogów. Był zbyt dumny, by o to prosić, ale z ulgą przywitałby śmierć. Teraz mógł tylko czekać. Przechodzący nad nim po kamiennym moście ludzie mieli uciechę rzucając na niego śmieci, kamienie i łzy. Na szczęście mało kto trafiał.
Razem z dzwonami wzywającymi na wieczorne modły nadgryziony kawałek mięsa spadł prosto na nagi brzuch konającego. Tuż obok kilkudniowej rany, która powoli zaczynała ropieć. Garth poczuł uderzenie i zaraz po tym smród gnijącego mięsa gorszy niż smród jego własnych ran. Zdał sobie sprawę, że najgorsze przed nim. Czeka go powolna śmierć, bolesna i obrzydliwa. Miał tylko nadzieję, że uwolni go diabelski deszcz, zanim hordy owadów zaczną składać w nim jaja a czerwie zeżrą jego serce. 

Brak komentarzy: