Zimne skały i gorąc z góry. Jakże przewrotnie brzmi teraz jego imię...
Połamane podczas przesłuchania ręce i nogi zwisały bezwładnie. Leżał zdany na łaskę bogów. Był zbyt dumny, by o to prosić, ale z ulgą przywitałby śmierć. Teraz mógł tylko czekać. Przechodzący nad nim po kamiennym moście ludzie mieli uciechę rzucając na niego śmieci, kamienie i łzy. Na szczęście mało kto trafiał.
Razem z dzwonami wzywającymi na wieczorne modły nadgryziony kawałek mięsa spadł prosto na nagi brzuch konającego. Tuż obok kilkudniowej rany, która powoli zaczynała ropieć. Garth poczuł uderzenie i zaraz po tym smród gnijącego mięsa gorszy niż smród jego własnych ran. Zdał sobie sprawę, że najgorsze przed nim. Czeka go powolna śmierć, bolesna i obrzydliwa. Miał tylko nadzieję, że uwolni go diabelski deszcz, zanim hordy owadów zaczną składać w nim jaja a czerwie zeżrą jego serce.
Razem z dzwonami wzywającymi na wieczorne modły nadgryziony kawałek mięsa spadł prosto na nagi brzuch konającego. Tuż obok kilkudniowej rany, która powoli zaczynała ropieć. Garth poczuł uderzenie i zaraz po tym smród gnijącego mięsa gorszy niż smród jego własnych ran. Zdał sobie sprawę, że najgorsze przed nim. Czeka go powolna śmierć, bolesna i obrzydliwa. Miał tylko nadzieję, że uwolni go diabelski deszcz, zanim hordy owadów zaczną składać w nim jaja a czerwie zeżrą jego serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz