"W katalogu to taaak pięknie wyglądało… Po co ja się w ogóle pchałem do tego konkursu? Nawet larwa wie, że na tej planecie, na zadupiu galaktyki jest jakieś życie. Wszędzie jakieś jest. Ale tu??? Jakaś banda łysych, śmierdzących istot, których nie toleruje żadna inna forma życia, żre, sra gdzie popadnie, zabija wszystko co zobaczy, pieprzą się wszędzie i na okrągło i potem to jeszcze oglądają, pobudowali jakieś prymitywne anteny, sieją zakłóceniami dalej niż widzą, wszystko inne głupieje od tego… Kto w ogóle pozwala im istnieć? Przecież to jest jak wirus, zżerają nosiciela. Banda tępych pajaców, sfrustrowanych i zakompleksionych. Nie, nie, nie, ja coś muszę z tym zrobić. Spadam do siebie. Odlatuję." - pomyślał gość kosmo-wczasowicz na naszej zielonej planecie i odpalił silniki swojego statku. Huk zapłonu został zagłuszony trzaskiem miażdżonego modułu nośnego i rykiem wydobywającym się z gardzieli nierozwiniętego homo sapiens:
- Mamo, mamo, zobacz jakiego śmiesznego robaczka złapałem!
- Wyrzuć to skarbie, bo cię jeszcze ugryzie - odparła posiadaczka połowy kodu źródłowego swojej larwy.
Gość kosmo-wczasowicz nie mógł uwierzyć, że taki mały, niewykształcony biologicznie i mentalnie organizm, uratował swój gatunek przed unicestwieniem skazując jednocześnie na nie planetę i wszystko co się na niej znajduje.
Oczy rozdziawione ze zdumienia stały się najpierw szkliste, potem matowe. Do wnętrza statku przedostała się bakteria i dobrała się do wciąż żywego gościa. Zaraz za nią kolejne kilka tysięcy.
"A, to tak to działa…" pomyślał wczasowicz i zgasł.
Gdzieś na czerwonym końcu wszechświata rozległ się szyderczy chichot czorta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz