2017-08-17

Resurrectio Culex

Krótki przystanek w dalekiej podróży, której kresu nikt nie zna, okazał się grobowcem. Nocne niebo pojaśniało, spadł śnieg a leżący na skale człek zastygł przyprószony białym puchem.
Próbował naiwnie wymodlić ratunek, lecz nie stał się pierwszym szczęśliwcem w historii świata, któremu się to udało. Mimo, iż machał wszystkimi członkami ku niebu. Tak też zamarzł.
W środku tej lichej kreatury słabo biło serce a zamarzający mózg generował kolejne wizje tłumaczące ten niefart. W każdej z nich jakieś bóstwo miało tęgi powód, by nie pomóc temu biedakowi. Ostatecznie uznał on, że poddany został próbie wiary.
Serce zastygło a wraz z nim wszystkie wspomnienia zamarzły na zawsze.
 
Gdy pierwsze wiosenne promieniowanie pobudziło jego komórki do życia, człowieczek otworzył oczy, spojrzał w gwiazdę krążącą wokół płaskiej planety i zupełnie nic sobie nie przypomniał. Uśmiechnął się szeroko, bo kompletnie nic go to nie obchodziło.
"Jaka ładna brama do życia" pomyślał filozoficznie zagryzając opuncję begonią.

1 komentarz:

Unknown pisze...

Absurduerze, ze swoistą dla siebie łatwością sięgasz po alegorię życia, jako podróży mającej swój kres. Zima, jako metafora końca każdego procesu, daje jednak nadzieję na wejście w nowy cykl. Życie ma szansę zatoczyć nowy krąg. "Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją" (Jr 17,7). Bohater nie stracił nadziei, siły napędowej życia. Sugeruje to silną kondycję jednostki w świecie wystawiającym jego mieszkańców na liczne próby. Niezłomność bohatera pozwala na jego odrodzenie, wiosnę. Pozostawiając za sobą przykre doświadcznia, gotowy jest na nowe. Pomimo aury tragicznych wydarzeń fragment tchnie zamierzonym lub nie optymizmem.Czy ma korzenie w osobistych przeżyciach?