
- W dół?
- Tak. Spójrz w dół.
Ale postać stała jak sparaliżowana, nad jej głową dwa bursztynowe ślepia rozświetlały noc. Wpatrywały się w niego.
- Nad czym się zastanawiasz? Wdół!
Wędrowiec popatrzył pod nogi. Stał nad urwiskiem. Przysiągłby, że wcześniej biegła tędy ścieżka. Dna nie widział, ale gdzieś z dołu dochodziła smutna melodia, która wpędzała go w melancholię.
Trzask i głośne mlaskanie go otrzeźwiło. Coś jak rzucanie mokrą ścierą o podłogę. Melodia umilkła, by powrócić po chwili znów wprowadzając go w lekki trans.
Widział ją przed oczami jak dym z przygasającego ogniska w bezwietrzny wieczór, który kładzie się na horyzoncie niczym mgła. Prawie zapomniał, że stoi nad przepaścią.
Zerwał się wiatr i rozwiał melodię zastępując ją krwawo-czerwonym fetorem zgniłych ciał. Znowu ściera i mlask.
- Co to jest? - zapytał i spojrzał znów w górę. Ślepia były tuż nad jego głową. Wystraszył się.
- Omal nie wpadłeś.
- Tego tutaj wcześniej nie było.
- Ciebie tutaj wcześniej nie było, więc skąd możesz wiedzieć?
- Szedłem już tędy, gdy…
Szyderczy śmiech przeciął melodię, która powróciła w międzyczasie.
- Spójrz za siebie.
Mnich odwrócił się i zobaczył swoje ciało leżące w poprzek ścieżki. Nieruchome. Twarz zatopiona była w błocie.
- Czy ja…?
- Owszem. A zaraz powiem ci, który zapach jest dla ciebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz