"Niech wraz ze zmierzchem przyjdzie kres." pomyślała Eliza spoglądając na niespokojne niebo. Chmury kotłowały się tworząc przerażające przestrzenne formacje.
"Dziś w nocy, dziś w nocy… odetchnę. W końcu."
Myśli w jej głowie stawały się spokojniejsze, nie pędziły już we wszystkich kierunkach i nie plątały ze sobą. Eliza miała wrażenie, że stały się szersze, gładsze i opadały jak jedwab w bezwietrzny dzień. Zamknęła oczy pozwalając, by ją niosły po bezkresnym oceanie spokoju.
Poczekam jeszcze chwilkę. - powiedziała do siebie cichutko obserwując kłębiące się chmury. Potem wstała, weszła na taboret, sięgnęła po sznur.
Rankiem nikt nie zauważył, że Elizy nie ma. Często spóźniała się na śniadanie, gdy nie mogąc spać kręciła się po domu budząc wszystkich. Dziś w końcu byli wyspani.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz