Stara kurtyzana położyła się na brzegu jeziora i tonąc w świetle księżyca pozwalała insektom sączyć swoją krew. Marzyła. Widziała demona wychodzącego z wody, stającego nad nią, patrzącego z góry jak woda spływająca po jego gładkim ciele kapie na jej piersi, uda… Zrobiło się jej gorąco. Po plecach przeszedł dreszcz. Przymknęła oczy i spróbowała przywołać dawno zapomniane rozkosze. Nie udało się.
Znad wody powiew wiatru przyniósł stęchły trupi odór. Niechętnie otworzyła oczy. Serce zaczęło bić jak szalone.
Księżyc przesłoniła jej czarna postać. Poczuła wodę kąpiącą na jej brzuch. Nad nią stała kobieta, naga, ale wodorosty wiszące z jej głowy okrywały ciało. Mimo ciemności widziała jej oczy, matowe, jak u ślepego psa.
Spróbowała się podnieść, lecz ciało było zbyt ciężkie.
Kobieta otworzyła usta, z których chlusnęła zgniła woda wprost na twarz kurtyzany.
- Czego tu chcesz? Po co wołasz w snach? Zabieram Cię.
Wyciągnęła dłoń, kurtyzana wyciągnęła swoją i natychmiast ją zabrała z obrzydzeniem. Na palcach miała skórę topielca.
- Ha, ha, ha… Nie podobają Ci się moje zgniłe ścięgna? Co? Przywyknij. Twoje będą takie same niedługo. Skoro tak, to zaśniesz tutaj. Niech pająki przyodzieją cię w sieć. Później po ciebie przyjdę.
Kobieta powróciła do jeziora.
Kurtyzana przerażona próbowała się wyrwać, ale sieci pajęcze nie pozwalały się ruszyć. Czuła jak te małe potwory kąsają ja po całym ciele wstrzykując jad. Zrozumiała, że zgnije żywcem. Tu na brzegu jeziora. Nikt jej nie znajdzie. Tu ani nigdzie indziej. Nikt nie będzie o niej pamiętał. Nikt.
Starała się nie zasnąć z całych sił. Chwytała ostatnie chwile tak łapczywie. Usnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz