
Ale nie wszystkich uwolniono. Jedna z cel pozostała ukryta w podziemiach. W jej środku stał niepozorny człowieczek. Szeptał dziwne słowa po czym zapadał w długą zadumę. Gdy milczał, ze ścian sypał się tynk i kruszały kamienie. Odpadały jeden po drugim na klepisko aż odsłoniły ukryty za nimi otwór. Człowiek odwrócił się w jego stronę i pustymi oczodołami spojrzał w mu w paszczę. Jego twarz rozświetliła się biało-niebieskim światłem. Wyglądał, jakby czekał na ten moment. Medytował.
Szczury próbowały zajrzeć do otworu, ale jakaś tajemnicza siła powodowała, że widziały tam tylko światło i złowieszczo przyjemną przestrzeń. Niepokoiło je to. To nie w ich stylu. I ten dźwięk, jakby szum liści, wiosennych liści i kwiatów. I ktoś tam jakby był. Ktoś rozmawia z tym więźniem? Ale o czym? Przekonuje go do czegoś?
Tymczasem człowiek stał i medytował całą noc. Po kamiennych ścianach roznosił się pisk szczurów i jęki zjadanych żywcem ludzi.
Nad ranem w celi zadrżały ściany. Szczury zerwały się w popłochu i rozbiegły po całym pomieszczeniu. Powietrze falowało wokół człowieka niczym rozgrzane pustynnym słońcem. Z otworu w ścianie dochodził odległy płacz dziecka. Kamienie sypały się ze ścian odkrywając drugie przejście po przeciwnej stronie celi. Sklepienie rozświetliło się na rubinowo. Ryk wiecznej burzy ogniowej i jęczące odgłosy cierpienia gniotły echem pierś. Piekielnej harmonii nie usłyszały już szczury. Wyziew gorącego gazu zepchnął je pod ścianę i spalił w małe czarne kulki.
Człowiek charczał coś niezrozumiale. "3aeMsssTae, 3aeMsssTae…" Spojrzał w kierunku czerwonego światła i uśmiechnął się niedbale. Gorąc ziejący z otworu palił go żywcem a on stał w bezruchu. Ogień zamienił jego ciało w proch, który znikał powoli zasysany przez czerwoną otchłań. Strop runął grzebiąc wszystko pod stertą kamieni. Zrobiło się cicho i ciemno. Ostatni więzień cytadeli zbiegł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz