
Natomiast Siepacz, który wiecznie musiał pilnować swojego upośledzonego ja, brnął w przód nie przejmując się nikim. Skierował się do północnej bramy. Niemal nic widział w tym nowym hełmie. Ciągle się o coś potykał i coś deptał. Po dłuższej chwili stało się to tak monotonne, że wpadł w dziwnie rzewno-melancholijny nastrój. Ciało robiło swoje, a on zapadł się w głębię swojej jaźni. Choć niekoniecznie było tam głęboko…
"Pozwoliłem mu wyjść. Może i dobrze. Na chwilę i nie daleko. Ulał trochę nienawiści i na jakiś czas przysnął. Wierci się czasem, czasem go kłują ale na razie trzymam go za gardło. Przyduszam. Czekam. Ale jest silny. Umacnia się. Knuje. Boję się. Następnym razem będzie przebieglejszy. Zwiedzie mnie i oszuka. Zrobi coś, nie wiem co, dobre to będzie czy złe? A gdzie otworzę oczy? Przeciwko demonowi czy razem z demonem? Jak go zjeść? Gdzie zakopać? Kto przypilnuje by zgnił? Kto kości rozrzuci?"
Ślizgając się pomiędzy tymi myślami doszedł do bramy. Strażnicy otworzyli ją nie pytając o nic. Wyglądał tak, że nie musieli i na pewno nie chcieli. Zarzygany krwią pomyj, któremu drogę torowała czerń i płynąca z oczu nienawiść.
Spojrzał na chmury leniwie spływające z gór w oddali i wycharczał do siebie:
- Gotuj się, idę. Znajdę i zabiję. Choćby to miała być ostatnia rzecz w moim i twoim życiu. Choćbym miał szukać tysiąc lat. Stanie się.
Obejrzał się jeszcze szybko w tył i pomyślał:
"A ty kowalu módl się, żebym go długo szukał. Bo za tę niewygodną zbroję też ci zapłacę. Taki napiwek…"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz