Ścierwożerca szalał. Wszędobylski dźwięk, interwał, który rezonował i synchronizował się z jego falami mózgowymi pobudzał szare komórki poczwary do intensywnego działania. Znacznie ponad jego przeciętne możliwości. Pewnie dlatego dość szybko zrozumiał, czego szukać; nona wielka, skąd wychodzi i dokąd prowadzi. Ruszył. Im bardziej bolało, tym był bliżej.
Na rozstaju dróg, przy zejściu do piekła stał spasiony, cuchnący zgniłym mięsem i makaronem sojowym Parszywiec. Wyglądał na zdenerwowanego. Czegoś pilnował. Pod jego nogami Ścierwożerca dostrzegł właz. Pierwszy raz widział coś podobnego, ale nie miał wątpliwości, że to stąd wydobywał się ten silny i męczący dźwięk. Musiał coś zrobić. Musiał tam wleźć. Za wszelką cenę. Przyczaił się i rozpoczął rozpoznanie. Plan miał gotowy błyskawicznie, trzy warianty zabójstwa, każdy z trzema możliwymi opcjami. Sam siebie zadziwiał. Zawsze szedł na żywioł, ale dziś…
Jego mózg, spróbował go przestrzec "A może jesteś tylko narzędziem, może…" ale Ścierwożerca nie dopuścił takich bzdur do głosu, instynkt zabójcy i inteligencja pobudzona dźwiękiem zwyciężyły nad instynktem samozachowawczym. Ruszył.
Gdy odzyskał przytomność leżał oblepiony resztkami świeżych flaków, na plecach miał naciągniętą skórę jakiegoś stworzenia i czuł się syty. Ewidentnie nażarty. Wokół skwierczały czerwie dokańczając resztki. Pod jego nogami był otwarty właz. Ten, którego dźwięk go tu sprowadził. Tylko, że teraz nic nie słyszał. Podniósł wzrok i powoli zrozumiał, że coś się zmieniło. Niebo przykrywały bordowe chmury, rodzima gwiazda miała kolor ciemno czerwony a po horyzont rozciągała się czerwona pustynia, z której wystawały tylko spalone kikuty drzew. Cuchnęło spalonymi zwłokami i gnijącym mięsem.
"Co ja tu wpuściłem?"- pomyślał, ale ostatecznie niewiele go to obchodziło. On miał to, co lubi. Ścierwo do żarcia. Rozciągnął się wygodnie na piachu, przymknął oczy i słuchał symfonii wiatru i szumu czerwi na mięsie. Ależ pięknie grało...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz