Teraz, spoglądała w stronę oddalającego się światła bez żalu. Mimo wszystko ciepło nocy i ogień, który grzał jej garb stawały się bardziej nęcące. Wołały ją, a ona nie miała ochoty się opierać. Znała ten głos. To głos Marii. I ten drugi też. Milszy.
Magdalena odwróciła się od światła i powoli ruszyła tam, gdzie horyzont był czerwony jak krew.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz