2017-06-05

Żagiel

Załadowałem na garb żagiel. Niby lekki i nowoczesny, ale ten boczny wiatr… Rozstawiam szeroko nogi i przesuwam się do przodu. Krok po kroku a raczej suwek po suwku. Powoli. Mogę tylko powoli od pewnego wydarzenia.
Byłem szalenie spragniony. Wypiłbym nawet żywicę. Pachnącą niczym miód. Tak. Niczym miód. Tak mi się przynajmniej zdawało, gdyż pozbawiony jestem węchu. Wysunąłem mą ssawkę i delikatnie, z czułością przytknąłem do płynu w miodowym kolorze. Zupełnie jak wtedy, gdy po raz pierwszy całowałem śpiącą koleżankę… Zupełnie tak samo. Wtedy ona się obudziła i wbiła mi ostre pazurska w oczy straciłem kilka ommatidów. Nic poważnego. Lecz z żywicą poszło mi znacznie gorzej. Owszem to była żywica, lecz epoksydowa. Jakiś podstępiec naprawiał żaglówkę. Znienacka przywarłem całym ryjem do tego czegoś. Ratując życie w panice straciłem wszystkie ommatidy. Wszystkie. Teraz dzień od nocy odróżniam tylko po… nie odróżniam. Taki los.
Trzeba powiedzieć, że taka żywica potrafi wciągnąć. No i się wciągnąłem.
Dźwigam teraz żagiel na akwen. O tam czuję wodę. Tak, to musi być woda. Oj... coś mi noga przywarła…
 

Brak komentarzy: