"Za horyzontem zdarzeń czeka na mnie całe mnóstwo tajemnic do odkrycia i czas, który płynąć będzie tak, jak ja będę chciała…" myślała sobie Przepiękna Poczwara gapiąc się w fioletowawą poświatę zachodzącej czarnej dziury. Kolorowe obrazy, rozbłyski marzeń sennych i świetliki w oczach dopaminowały jej mózg. Stała nieporuszona w obłoku rozkoszy. Czarna dziura nęciła.
Tkwić tu czy skoczyć? Wybór stawał się z każdą chwilą coraz łatwiejszy, albo skok w przestrzeń albo ten tłusty sapiący samiec, który zbliżał się od tyłu. Czuła już drganie gruntu.
"Zaraz mnie dopadnie…, potem jaja, larwy i cała chmara małych gnojków pętających się pod nogami… Zmarnowane życie." Projekcja przyszłości przeraziła Przepiękną Poczwarę i natychmiastowo ją sparaliżowała. Wiedziała, że musi rzucić się w bezmiar kosmosu gdy tylko odzyska swoje odnóża, lecz zamarła w bezruchu.
Tymczasem tłusty samczy paluch zdążył dopaść do Poczwarności i przytrzymał ją przy gruncie. W pierwszej chwili była tym zdruzgotana ale im dłużej ją przytrzymywał, tym mniej jej to przeszkadzało. Pod koniec było jej obojętne jak będzie wyglądała jej przyszłość, wszystko było jej obojętne, byle tylko ten tłuścioch nie przestawał jej przytrzymywać. Taka zmiana…
Gdy otworzyła oczęta, leżała spełniona pod gwieździstym nieboskłonem z odnóżami splecionymi na piersi. Spokojna, bez nurtujących ją dylematów. W jej odwłoku wesoło szumiały larwy. Wygryzły sobie dziurę. Małą, czarną dziurę, nad którą unosiły się fioletowe opary zgnilizny.
"Moja mała, własna, czarna dziura…" szepnęła do siebie cichutko i pozwoliła duszy ulecieć, by nażarła się ciemnej materii do syta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz