Na zębach zasycha krew. Resztki mięsa z ostatniej wieczerzy gniją w gębie razem z pozostałościami wyrwanego jęzora. Fetor ciała wiszącego głową do dołu rozniósł się po lesie, wabiąc czyścicieli. Po wyrwanych jelitach wędrują do wnętrza trupa. Robią swoje.
Sędzia i Kat w jednej osobie dopadł nieszczęśnika w środku nocy. Zaskoczył go we śnie. Szybko odczytał sporządzony na prędce akt oskarżenia, przeprowadził krótką rozprawę. Związany i zakneblowany oskarżony próbował coś krzyczeć gdy sędzia dopytywał się o okoliczności łagodzące ale ten nie bardzo go rozumiał. Wyrok był szaleńczo sprawiedliwy.
Skazany wierzgał gdy kat wyłupywał mu oczy, bo za dużo chciały zobaczyć i gdy wyrywał obcęgami język, którym paplał zbyt wiele. Potem powiesił ciało głową do dołu.
- Wiesz, uważam, że moją misją jest przede wszystkim nauczać. Wskazywać drogę zagubionym duszom. Wskrzeszać refleksje w małych umysłach. Nigdy nie jest zbyt późno, by przynajmniej wziąć w tym udział. Dlatego staniesz się drogowskazem.
Otworzył swoją torbę i chwycił powietrze w miejscu, gdzie zazwyczaj trzymał swoją ulubioną piłę. Zostawił ją do ostrzenia w mieście. Pech.
- No nic. Poczekaj, muszę coś zaimprowizować. Nie wybierasz się nigdzie? Ha, ha, ha…
Wyrzucił wszelkie ostre przedmioty na trawę i zaczął przywiązywać je rzemieniem do sporego kija.
- No i mamy. Szkoda, ze nie możesz zobaczyć cóż takiego dla ciebie przygotowałem. Byłbyś ze mnie dumny. I może byś padł na zawał…
Srogi belfer podszedł do jęczącego strachem skazańca i zaczął rozszarpywać jego ciało swoim nowym narzędziem. Zaczął klasycznie między nogami i ciął w kierunku mostka. Męczył się okrutnie, bo to nie była prawdziwa piła i co rusz coś albo odpadało, albo wyciągał na zewnątrz jakiś flak. Nieszczęśnik darł się prosto w knebel a krew spływająca do głowy nie pozwalała stracić przytomności. W gruncie rzeczy o to chodziło. Kat planował dojść co najmniej do mostka, ale gdzieś na wysokości wątroby został już tylko jeden kawałek drutu na jego pile. Poirytowany zostawił wiszącą kupę mięsa, charczącą i targaną konwulsjami na pastwę owadów.
- Muszę cię opuścić. Mam nadzieję, ze do końca byłeś ze mną. Teraz przemyśl swoje zachowanie. Masz może nawet kilka godzin. Chyba, że dziki, albo jakieś psy… No nic trzymaj się.
Odszedł kawałek i popatrzył ostatni raz na kolejne swoje dzieło. Tak chciał być zapamiętany. Poprzez swoje prace. Przygotował rzeźbę tak skomplikowaną, wieloznaczną, żywą i zmieniającą się w czasie, dającą do myślenia, budzącą emocje i do cna prawdziwą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz